wtorek, 29 listopada 2022

Geniusz czy beztalencie?

 

Jeden z najpopularniejszych współczesnych pisarzy, urodzony w ojczyźnie mangi i anime. Jedni go kochają, inni nienawidzą i oskarżają o grafomanię. Jaka jest historia autora Kafki nad morzem?


Haruki Murakami urodził się 12 stycznia 1949 roku w Kioto. Studiował scenopisarstwo na tokijskim Uniwersytecie Waseda, później założył, wraz z żoną, klub jazzowy „Peter Cat”. Decyzję o rozpoczęciu pisania podjął w wieku 30 lat, podczas meczu baseballu.


Początki pisarstwa

Pierwszą powieść, Słuchaj pieśni wiatru, pisywał rano, przed otwarciem klubu. Sukces literacki zaskoczył przyszłego pisarza – zdobył on bowiem pierwszą nagrodę literackiego konkursu Gunzō, co zachęciło Murakamiego do kontynuowania prób. Chcąc w pełni poświęcić się pisarstwu postanowił zamknąć swój dobrze prosperujący klub, wbrew wątpliwościom znajomych. Jego kolejnymi powieściami były: Przygoda z owcą i Koniec świata i hard-boiled wonderland, po której Japończyk napisał jedną z niewielu realistycznych opowieści w swoim dorobku – Norwegian wood. To tej powieści Murakami zawdzięcza międzynarodową sławę.


Dalsza kariera

Murakami zaznał blasków i cieni popularności. Te drugie skłoniły go do podjęcia decyzji o opuszczeniu ojczyzny. Zamieszkał wówczas w Stanach Zjednoczonych. Po czteroletniej emigracji wrócił jednak do kraju. Japonia stała się wówczas ofiarą dwóch tragedii – trzęsienia ziemi w Kobe i zamachu terrorystycznego, dokonanego przez sektę Najwyższej Prawdy w tokijskim metrze. Będą w Stanach Zjednoczonych Murakami pracował na Uniwersytecie Princeton, a od 1993 roku na Uniwersytecie Williama. W tym czasie wciąż jednak tworzył. Powstały wówczas Na południe od granicy, na zachód od słońca oraz Kronika ptaka nakręcacza – przez wielu, w tym krytyków Piotra Koftę czy Joannę Bator, uważana za najwybitniejszą powieść w dorobku autora.


Nadmiar słów?

Co wyróżnia styl Harukiego Murakamiego? Wspominany już Kofta pisał, że są to: „gładkie przejścia od realizmu do oniryzmu i fantastyki, gry z podświadomością i zachodnią popkulturą, niepokojąca symbolika, a przede wszystkim bohater – wyobcowany szary człowiek bez właściwości, kolekcjoner porażek przyczajony na marginesie kolektywnego społeczeństwa”.

Język powieści tworzonych przez Murakamiego jest bardzo prosty. Przy okazji pierwszych prób pisarskie Japończyk pisał w języku angielskim, następnie zaś tłumaczył swoje powieści na japoński. Owa Praktyka wynikała z tego, że –jak mówił w wywiadach – język ojczysty przeraża go bogactwem słów. W ten sposób narodził się wyjątkowy socjolekt pisarza, o którym polska laureatka Nagrody Nike, Joanna Bator, pisze, że „jest niczym manga bez obrazków napisana językiem zrozumiałym dla każdego, kto umie czytać”.


Kosmpolityczny pisarz

Krytycy o stylu autora mówią, że jest: „popkulturową pulpą i kiczem”. Noblista Kenzaburō Ōe stwierdził, że autor Kroniki ptaka nakręcacza używa japońskiego, który „nie jest prawdziwie japoński”. Również pod względem treści twórczość pisarza jest wyjątkowo „niejapońska”. Nie ma bowiem u Murakamiego tego, co zwykle kojarzy się z Japonią – specyficznych rytuałów, mistycyzmu, ceremonii np. parzenia herbaty, pokazów sztuk walki czy filozofii Dalekiego Wschodu. Nawet mentalność wyzwolonych seksualnie bohaterów jego powieści wydaje się niezbyt japońska. Pisarz często również wprost nawiązuje do światowego kanonu – zarówno w kwestii literatury (Francis Scott Fitzgerald, Fiodor Dostojewski, Franz Kafka, Jerome David Salinger), jak i muzyki (The Beatles, Pet Shop Boys).



Przemyślenia autora

Jaki powinien być pisarz według Japończyka? Pisarze, zdaniem Murakamiego powinien dążyć do oryginalności – wypracować charakterystyczny, łatwo rozpoznawalny styl. „Dla prawdziwego pisarza ważniejsze od nagród literackich powinno być poczucie, że to, co tworzy, ma znaczenie, i że są czytelnicy, którzy to znaczenie zdołają właściwie ocenić”. Trzeba dużo czytać, obserwować otoczenie, pisać to, co się czuje. Zdaniem autora
ważne jest empiryczne doświadczanie rzeczywistości, a w karierze pisarza niezbędna dobra kondycja fizyczna i wytrwałość.



sobota, 26 listopada 2022

Pociąg...do magii

 

 „Państwo Dursleyowie spod numeru czwartego przy Privet Drive mogli z dumą stwierdzić, że są całkowicie normalni, chwała Bogu”. Tymi słowami rozpoczyna się septalogia Joanne Kathleen Rowling, która zmieniła ich autorkę w osobę niebotycznie bogatą oraz na trwałe wpisała się w kanon książek dla dzieci. I nie tylko, wszystkie siedem tomów magicznej serii znalazło się wszak na liście 100 książek według BBC, które trzeba przeczytać. Jak to się jednak stało, że biedna rozwódka z Wielkiej Brytanii została pierwszą damą literatury dziecięcej?

Dagmara Kowalewska w swojej pracy: Harry i czary-mary czyli o wartościach edukacyjnych w cyklu powieści „Harry Potter” J. K. Rowling stwierdza: „Harry Potter to wielki tygiel, czarodziejski kocioł, do którego wrzucono sprawdzone już składniki, by uwarzyć eliksir przynoszący czytelnikom radość obcowania z cudownością wokół nas i dreszcz odkrywania na nowo (i inaczej) tego, co na pozór już dawno zostało odkryte”. I nie sposób tym słowom zaprzeczyć, cykl o chłopcu, który przeżył nie jest wszak w żaden sposób nowatorski. Już schemat septalogii czy samego tomu o kamieniu filozoficznym, na którym chciałabym się tutaj skupić przywodzi na myśl monomit Josepha Cambella. Mamy więc kolejno – wezwanie do przygody: Hagrid zjawia się na wysepce, na którą wuj Vernon wywiózł rodzinę, chcąc „wybić Harry'emu magię z głowy”. Półolbrzym wyjawia chłopcu prawdę na temat jego pochodzenia i proponuje mu naukę magii w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, w której uczyli się jego rodzice, młody Potter musi więc podjąć decyzję – czy zaryzykować i uwierzyć mężczyźnie czy zostać ze znienawidzoną, ale jednak znaną rodziną. Następnie Harry poznaje mędrca. Wprawdzie początkowo przez pryzmat zdjęcia na karcie z czekoladowych żab, ale jednak dowiaduje się jak wygląda i co osiągnął Albus Dumbledore. Dumbledore jest tutaj mentorem, który „towarzyszy uczniowi, pozwala mu na podejmowanie jego własnych decyzji, wspiera, lecz nie wyręcza, nie daje gotowych odpowiedzi. Takie postępowanie rozwija ucznia i pozwala mu dorosnąć.”, jak pisała Agnieszka Sobich. Kolejnym wydarzeniem w monomicie jest Próba, której pewną formą może być ceremonia przydziału. Chłopiec sam decyduje o tym, że nie chce być w Slytherinie, domu, słynącym z czarnoksiężników, Podróżą Harry'ego byłby szlaban pod opieką Hagrida, w Zakazanym Lesie. Efektem zaś podróży jest Przemiana – chłopak odkrywa, że w jego szkole przebywa Lord Voldemort, który jedenaście lat wcześniej usiłował go zabić. Harry, łącząc wszystkie elementy układanki postanawia pilnować kamienia filozoficznego, ukrytego jest w Hogwarcie, który mógłby przywrócić czarnoksiężnikowi jego moce. Finałem jest konfrontacja z najgroźniejszym przeciwnikiem, czyli oczywiście Voldemortem w skórze profesora Quirrella. Dzięki pomocy przyjaciół – Ronalda Weasleya i Hermiony Granger oraz mędrca, który w kryzysowej sytuacji przybywa by pomóc chłopcu, Harry zwycięża ten pojedynek. Bardzo istotne w monomicie są elementy takie jak: budowanie napięcia, przezwyciężanie trudności, archetypy postaci (np. Dumbledore – szalony geniusz), konflikty itd.

W tym pierwszym tomie o przygodach Harry'ego pojawia się mnóstwo postaci, przedmiotów czy zachowań, które zwykły nam kojarzyć się z magią – jak choćby latanie na miotłach. Stworzenia takie jak jednorożce, centaury, trolle czy gobliny są znane od wieków. Jednorożce najwcześniej opisane zostały przez Klezejasza w V-IV w. p. n. e. Stworzenia te do dziś są chętnie wykorzystywane przez twórców fantastyki, pojawiają się np. w sadze o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. Centaury po raz pierwszy pojawiają się w mitologii greckiej, spotkać je możemy także w Opowieściach z Narnii, Percym Jacksonie i bogach olimpijskich czy grze Heroes Might and Magic III, gdzie są pierwszą jednostką w Bastionie. Trolle pochodzą ze skandynawskich wierzeń ludowych, wywodzących się z mitologii nordyckiej, zaś gobliny wywodzą się z baśni i legend brytyjskich. Miotły, różdżki, warzenie eliksirów, obserwowanie gwiazd i planet czy duchy, mieszkające w Hogwarcie zdają się stałym elementem wyobrażeń o magicznym świecie. Ciekawym aspektem pierwszego tomu o przygodach „chłopca, który przeżył” jest tytułowy kamień filozoficzny. W tym uniwersum kamień filozoficzny jest ciałem stałym – niewielkim, gładkim kamieniem o czerwonej barwie. Wynaleziony został przez Nicolasa Flamela, autorka nie tłumaczy jednak w jaki sposób powstał. Podobnie jak przy pomocy kamieni filozoficznych w innych baśniach, można za jego pomocą zamienić metal w złoto i zdobyć nieśmiertelność. O poszukiwaniach kamienia filozoficznego opowiada manga oraz serial anime na jej podstawie – Fullmetal Alchemist. Hiromu Arakawa przedstawia jednak kamień, jako przedmiot dla którego powstania trzeba poświęcić setki istnień ludzkich.

Po uaktualnieniu, a więc ponownym przeczytaniu Harry'ego Pottera i kamienia filozoficznego, po raz pierwszy miałam pełną świadomość, że jest to literatura dziecięca. Proste, krótkie zdania, niezbyt zawiła fabuła i bohater mający być rówieśnikiem czytelnika to najważniejsze elementy, przyczyniające się do „dziecięcości” powieści. Dokładny opis szkoły, wzorowanej na tradycyjnym, brytyjskim systemie oświaty, szkolna rywalizacja, masa prac domowych i konieczności nauki to na pewno coś, z czym większość uczniów może się utożsamiać. Przenikanie się świata magii ze zwykłą szkolną rzeczywistością oraz częste i dokładne opisy posiłków spożywanych przez bohaterów tworzą przyjazną aurę, która – mimo że zarówno na Harry'ego jak i na innych młodych czarodziejów czeka mnóstwo niebezpieczeństw (trójgłowy pies, bijąca wierzba itp.) – sprawia, że świat Pottera wydaje się czytelnikom znacznie bardziej kuszący niż ten realny.

Są jednak w tej pierwszej części wydarzenia, które wydają mi się niezupełnie zrozumiałe. W jakim celu Quirrell próbował zabić Harry'ego w czasie meczu quidditcha? Jak można podejrzewać nie ze względu na własną fanaberię, lecz na rozkaz swojego pana – Voldemorta. Taki rodzaj wykorzystywania sługi wydaje się jednak zupełnie nie pasować do Czarnego Pana. Bo oto Harry Potter, „chłopiec, którzy przeżył”, poniżył i skompromitował Voldemorta – wielkiego czarnoksiężnika, który nieomal zginął w starciu z niemowlęciem, miałby zginąć w nieszczęśliwym wypadku? Voldemort, którego lepiej poznajemy w kolejnych częściach sagi zdecydowanie wybrałby własnoręczne zabicie chłopca, najlepiej przy dużej widowni, która mogłaby zaświadczyć o nieudolności i braku mocy magicznych młodego Pottera. Kontrowersyjne mogą również wydawać się metody dydaktyczne dyrektora Hogwartu. Dumbledore wszak nic nie mówi Harry'emu. Pozwala mu narażać swoje życie. I choć finalnie wszystko kończy się dobrze, to granica między tym, co ma chłopcu pomóc w samodzielnym rozwoju, a tym, co jest dla niego zwyczajnie niebezpieczne jest bardzo cienka

Każdy z tomów serii Felix, Net i Nika polskiego pisarza – Rafała Kosika – posiada swój morał, zamieszczony z tyłu okładki. Jaki zaś mógłby być motyw Harry'ego Pottera i kamienia filozoficznego? Wspominana Dagmara Kowalewska uważa, że nauką płynącą z cyklu jest to, że

„Dokonywane wybory zależą od nas samych, ale decydować mogą nawet o losach świata, i jest to wielka odpowiedzialność i wielkie wychowawcze zadanie.”. Dla mnie natomiast dwa najbardziej intrygujące cytaty, które pojawiły się w tym pierwszym Harrym to: „Niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach i zapominanie o życiu.” oraz: „Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego – niczego więcej.”. W pierwszym przypadku, zdania padającego z ust Albusa Dumbledore'a wydaje się intrygujące, że w książce dla dzieci o magii jeden z bohaterów napomina do powrotu do rzeczywistości. Oczywiście są to bardzo luźne rozważania zupełnie oderwane od kontekstu wypowiedzi. Drugi cytat natomiast mógłby być mottem powieści, wszak kamień filozoficzny jest niejaką uwerturą do świata magii, tutaj wszystko jest dla Harry'ego nowe. Chłopak decyduje się porzucić dom wujostwa, choć Hagrid może okazać się szaleńcem, ryzykuje swoje życie w imię ochrony świata, który dopiero, co poznał i z którym nie do końca się jeszcze utożsamia. Po powtórnym (entym) przeczytaniu Harry'ego Pottera i kamienia filozoficznego mam jednak poczucie, że najlepszym wiekiem na zapoznanie się z tą lekturą jest wiek kilkunastu lat, w przeciwnym razie może być bowiem źródłem rozczarowań. 

wtorek, 25 października 2022

Mama Muminków

 

Tove Marika Jansson pochodziła z rodziny artystów – ojciec był rzeźbiarzem, matka rysowniczką, która również malowała, młodsi bracia przyszłej autorki Muminków także postanowili związać się ze sztuką. Pisarka nie wyszła za mąż, nie chcąc podporządkowywać się żadnemu mężczyźnie, a na świecie znana jest jako „Mama Muminków”, choć tym, co miało być jej spuścizną było jej malarstwo. Kim właściwie była pisarka, autorka komiksów i malarka?


Czym skorupka z młodu nasiąknie…

Rodzice Tove poznali się na studiach artystycznych w Paryżu. Viktor Jansson pokładał wielkie nadzieje w swojej córce od jej najmłodszych lat. Pisząc z frontów I wojny światowej zwierza się swojej żonie, Signe Hammarsten-Jansson, że jego wielkim marzeniem jest, by jego pierworodne dziecko przejęło pasję rodziców. Sześć lat później na świat przychodzi pierwszy syn artystów – Per Olov, zawodowo związany z fotografią, natomiast po kolejnych sześciu latach para doczekuje się kolejnego potomka – Larsa, który – podobnie jak starsza siostra – tworzy historie, pisząc powieści i rysując komiksy.

Sztuka w domu Hammarsten-Jansson była dosłownie wszędzie, stając się pasją, metodą zarobkowania, a wręcz formą religii. Mała Tove od najmłodszych lat pomagała matce w pracy, rysując ilustracje do gazet, sytuacja finansowa rodziny nie była bowiem najlepsza.



Burzliwy XX wiek

Młodość artystki pełna była przygód, lecz również – jak przystało na czas dwóch wojen światowych – nie wolna od wydarzeń dramatycznych. Po ukończeniu szkoły średniej Tove, mimo oporów moralnych, nakazujących jej poświęcić swoje szczęście na rzecz dobra rodziny, której mogłaby dalej pomagać finansowo, decyduje się na studia w Paryżu. Miasto miłości, w którym poznali się rodzice autorki Muminków nie okazuje się jednak równie przyjazne dla niej samej. Po kilku miesiącach nauki w École Nationale Supérieure des Beaux-Arts, artystka przenosi się więc do atelier – najpierw przy rue de la Grande Chaumière, a następnie d’Adrien Holy, gdzie zostaje na dłużej.

Malarka, na przekór ówcześnie panującym obyczajom, zwiedza również na własną rękę Europę. Kres podróżniczym pasjom malarki położył wybuch II wojny światowej, który – prócz groźby odebrania Tove brata, walczącego o niepodległą Finlandię – był dla pisarki czasem marazmu, pustki, okresem, w który życie zmieniło się w wegetację.



środa, 14 września 2022

Duma i uprzedzenie XXI wieku

Helen Fielding: „Dziennik Bridget Jones". Przeł. Joanna Szczepańska. Zysk i S-ka Wydawnictwo. Poznań 2014


W czasach popularności Dziennika Bridget Jones na całym świecie zapanowała moda na naśladowanie Helen Fielding. Trend ten nie ominął oczywiście Polski, w której polski wydawca powieści ogłosił konkurs na „Dziennik polskiej Bridget Jones”, w którym nagroda wynosiła 15 tys. złotych. Spośród nadesłanych utworów, nazywanych Bridgetkami, za najlepszą uznano opowieść Katarzyny Grocholi – Nigdy w życiu. Ową zwyciężczynię było mi dane przeczytać, kiedy byłam na studiach polonistycznych, znajdowała się ona bowiem w kanonie lektur literatury popularnej tzw. kobiecej. Smutne wydaje się w tym aspekcie, że główna bohaterka – bardziej nieporadna życiowo od własnej, nastoletniej córki – miałaby być rzekomą przedstawicielką kobiet, tą, z którą miałybyśmy się utożsamiać. Ale ja, prawdę mówiąc, nie chciałabym się utożsamiać ani z Judytą Grocholi ani z Bridget Fielding.

W przypadku rodzimej „produkcji” dodatkowym kłopotem przy czytaniu jest rażące oderwanie realiów książki od tych, które rzekomo opisuje. Bo oto Judyta kupuje sobie działkę na wsi za 20 tys. złotych. A i to po podniesieniu ceny właścicielki, która początkowo liczyła na zysk 10 tys. złotych, co jest absurdem dowodzącym, że Katarzyna Grochola raczej nie interesowała się cenami działek w Polsce.

Wrócę jednak do głównego tematu – a więc Dziennika Bridget Jones. Tutaj oczywiście nie ocenię realiów, gdyż nigdy w Wielkiej Brytanii nie mieszkałam. Co jednak można powiedzieć o samej bohaterce? Kobiety słyną z niezdecydowania, które zwykle jest powodem cierpienia ich chłopaków, mężów, kochanków, braci czy ojców. Niezdecydowanie Bridget osiągnęło jednak tak wysoki poziom, że męczyło nawet mnie. Przykład:


„22 sierpnia, wtorek (…)

Nie chcę zostać sama w Londynie. Shazzer jedzie do Edynburga na festiwal, podobnie jak Tom i wiele osób z wydawnictwa. Chciałabym też pojechać, ale nie jestem pewna, czy mnie na to stać, i boję się, że spotkam tam Daniela.

23 sierpnia, środa (…)

Zdecydowanie jadę do Edynburga. Daniel ma pracować w Londynie, więc nie grozi mi wpadnięcie na niego na Królewskiej Mili. To dobry pomysł, żeby wyjechać, zamiast się zadręczać i czekać na list z Good Afternoon!

24 sierpnia, czwartek

Zostaję w Londynie. Zawsze myślę, że będę się w Edynburgu dobrze bawić, a potem udaje mi się dostać tylko na występy mimów. (…)

25 sierpnia, piątek 7 wieczorem.

Jadę do Edynburga. Dziś Perpetua powiedziała: - Bridget, wybacz, że zawiadamiam cię w ostatniej chwili, ale dopiero teraz przyszło mi to do głowy. Wynajęłam mieszkanie w Edynburgu i byłoby mi bardzo przyjemnie, gdybyś chciała się w nim zatrzymać. (…)

10 wieczorem.

Zadzwoniłam do Perpetuy i powiedziałam jej, że nie jadę. To bez sensu. Nie stać mnie na wyjazd. 26 sierpnia, sobota 8.30 rano.

Przede mną spokojny, zdrowy weekend w domu. Cudownie. Może wreszcie skończę Drogę bez dna.

9.00.

O Boże, jestem taka przygnębiona. Wszyscy oprócz mnie pojechali do Edynburga.

9.15.

Ciekawe, czy Perpetua już wyjechała?

Północ.

Edynburg.”



Bohaterka robi czasem rzeczy tak głupie, że możemy się zastanawiać czy to aby na pewno dorosła, dojrzała kobieta. Choć tutaj problemem jest chyba kumulacja tychże dziwnych przygód, dopóki takie doświadczenie zdarzy się raz na jakiś czas możemy je uznać za normalne, jednak gdy coś takie dzieje się komuś codziennie jest to już nieco dziwne. Bridget jednak przytrafiają się jednak takie rzeczy zdecydowanie zbyt często. Bo oto umawia się na randkę z mężczyzną swoich marzeń, po czym spóźnia się na nią pół godziny, a przez szum suszarki do włosów nie otwiera mu drzwi…

Prócz zatrważającej nieporadności życiowej, braku jakiejkolwiek organizacji czy punktualności bohaterka ma również oczywiście wiele zalet. Jest bardzo lojalna wobec przyjaciół, ma spory dystans do siebie i swoich wpadek i z godną podziwu cierpliwością znosi pytania kolejnych krewnych o to, kiedy w końcu będą mogli bawić się na jej weselu. Bridget nie wstydzi się również przyznać do swoich upodobań, nawet jeśli mogą być one w sprzeczności z gustami większości rozmówców – jak w przypadku mowy obronnej bohaterki programu Randka w ciemno.

Sama powieść – jak można wywnioskować z tytułu – została napisana w formie dziennika, którego narratorką jest główna bohaterka. Dzięki temu możemy poznać wszystkie myśli odczucia czy ogólny stan samopoczucia Bridget (np. po ortografii i literówkach możemy ocenić ile alkoholu wypiła). W ten sposób tracimy możliwość obiektywnej oceny wydarzeń i powieści, jednak – coś za coś.

Sytuacji zabawnych jest w utworze Helen Fielding kilka. Porównując jednak powieść do adaptacji wydaję mi się ona nieco mniej komediowa – być może dlatego, że w filmie nie słyszymy myśli zażenowanej kolejną wpadką Bridget, w związku z czym możemy się z nich śmiać bez żadnych wyrzutów sumienia. Zjeżdżanie po rurze strażackiej i próba wspięcia się po niej z powrotem jest zabawniejsza, kiedy możemy ją zobaczyć niż tylko ujrzeć oczami wyobraźni. W książce, a więc tzw. pierwowzorze literackim nie ma także mojej ulubionej sceny filmowej, czyli słynnej bójki Hugh Granta z Colinem Firthem czyli Daniela Cleavera i Marka Darcy'ego (zabawny brak zbiegu okoliczności – Colin Firth został wybrany do roli Marka Darcy'ego ze względu na swój udział w ekranizacji Dumy i uprzedzenia, w której zagrał właśnie Darcy'ego.) W powieści pojawia się natomiast wiele scen dramatycznych, jak np. zaginięcie Toma, rozwód rodziców Bridget czy konflikt z prawem jej matki.

Podsumowując, powieść czyta się szybko i raczej przyjemnie, choć zdecydowanie jest to lektura zupełnie niewymagająca i czytana raczej dla relaksu i zabicia czasu.

niedziela, 14 sierpnia 2022

Jeżycjadę czas zacząć!

 

Małgorzata Musierowicz: „Małomówny i rodzina". Akapit Press. Poznań 1975. 

Małomówny i rodzina to debiut literacki Małgorzaty Musierowicz. Trudno dziś przeczytać oryginalną wersję Małomównego..., tę z 1975 roku, autorka poprawiła bowiem swoją debiutancką powieść, co nieco utrudnia ocenę skali postępu jej literackich umiejętności. Będąc jednak fanem późniejszych powieści Musierowicz, nie sposób Małomównego nie pokochać, ma w sobie bowiem wszystkie cechy późniejszych książek Poznanianki, choć można również odnieść wrażenie, jakby utwór był dedykowany do nieco młodszych odbiorców niż późniejsze części cyklu.

O czym przeczytamy w tym zerowym tomie Jeżycjady? Oczywiście o miłości, kochającej się rodzinie, będącej zwieńczeniem marzeń, ale też o przygodzie, szukaniu skarbów i niebezpieczeństwie. Patrząc przez pryzmat późniejszych tomów cyklu jest to coś niezwykłego autorka skupia się wszak zwykle na relacjach międzyludzkich, bardzo często nieco je idealizując. Bo wydaję mi się, że ludzi tak doskonałych jak Gabrysia czy Melania Borejko, Róża Pyziak, Janina Krechowicz i wiele innych, stworzonych przez Musierowicz po prostu nie ma. To jest jednak jedna z cech, na które składa się na niezwykły klimat powieści Poznanianki, sprawiający, że ma się ochotę do nich wracać.

Podczas czytania Małomównego miałam również odczucie, że powieść ta jest nieco podobna do historii pisanych przez Kornela Makuszyńskiego, zwłaszcza Szatana z siódmej klasy. W obu tych opowieściach mamy bowiem do czynienia z głównymi bohaterami, na których składa się uczciwa rodzina, gnębiona przez chciwych intruzów, chcących obrabować dom protagonistów za wszelką cenę, do czego są w stanie dążyć wręcz po trupach. Drugą stroną medalu, a więc drugą grupą bohaterów są ci źli,, czyli złodzieje, chcący się wzbogacić, dzięki zdobyciu ukrytego skarbu.

Czytając tę debiutancką powieść Małgorzaty Musierowicz można również niejako cofnąć się w czasie, akcja Małomównego rozgrywa się bowiem w 1974 roku. Mamy więc możliwość przypomnienia sobie czasów sprzed ery powszechnie dostępnych telefonów, nie mówiąc już o internecie.






Jako ciekawostkę można uznać fakt, że ta zerowa część Jeżycjady, którą autorka włączyła do cyklu na prośbę czytelników rozgrywa się na wsi. Kolejne części sagi przenoszą się już do stolicy Wielkopolski, by na koniec powrócić na wieś – Wnuczka do orzechów, Feblik i Ciotka zgryzotka dzieją już bowiem głównie w gospodarstwie Patrycji i Floriana Górskich.

Małomówny i rodzina przenosi nas do sielankowej krainy, w której wszystko kończy się dobrze, jest więc, w moim odczuciu, idealnym sposobem na chandrę i przyjemną lekturą dziecięcą.

niedziela, 31 lipca 2022

Kosik dla dorosłych

 Rafał Kosik: „Obywatel, który się zawiesił". Powergraph. Warszawa 2011.

Pierwszą powieść Rafała Kosika przeczytałam w wieku lat dziewięciu. Pamiętam nawet, że okładka rzuciła mi się w oczy w bibliotece, kiedy oddawałam powieść austriackiej pisarki Christine Nöstlinger – Chłopiec z puszki, z żalem myśląc, że trudno będzie mi teraz znaleźć równie wciągającą lekturę. Pierwsza część cyklu Rafała Kosika – Felix, Net i Nika oraz Gang niewidzialnych ludzi przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Jeśli chodzi o atmosferę grozy, tajemniczości i niemożność oderwania się od książki bez odpowiedzi na pytanie – co będzie dalej – pan Kosik przebił nawet cykl o Harrym Potterze, który czytałam wówczas na okrągło. Kiedy tylko oddawałam ostatni, wydany wówczas tom, natychmiast wypożyczałam pierwszy. Jednak powieść Rafała Kosika okazała się znacznie mi bliższa – akcja dzieje się wszak w Polsce. Do tego cykl posiada owo niezwykłe „coś”, czego nie sposób określić, a co sprawia, że książka wyjątkowo przypada nam do gustu.

Dużo czasu upłynęło, zanim odważyłam się sięgnąć po coś z „dorosłej” literatury autorstwa Rafała Kosika, w obawie, że ona już tego „czegoś” mieć nie będzie. Obawy moje okazały się jednak zupełnie nieuzasadnione. Cykl opowiadań pt. Obywatel, który się zawiesił składa się z dziesięciu opowiadań, dość zróżnicowanych tematycznie. Możemy przeczytać zatem opowiadania z pogranicza horroru, science fiction, w którym mocno przejawia się niepokój autora o przyszłość ludzkości, karykaturalna wizja zaświatów, teorie światów alternatywnych czy wreszcie zaczątek późniejszej powieści Vertical. Zdecydowanie są to jednak opowiadania niezwykle pobudzające wyobraźnię, choć ze względu na rozmaitość tematyczną, jedne przypadają do gustu bardziej inne mniej. Na mnie najmocniej wpłynęły opowiadania: Mgła opowiadające o, zdawałoby się, zupełnie niewinnej wycieczce w góry, oraz Szczelina, w której przejściem do świata alternatywnego okazuje się pociąg. Mgła jest niezwykłym opowiadaniem grozy, przywodzącym na myśl klimat młodzieżowych powieści Kosika takich jak Felix, Net i Nika oraz Klątwa Rodu McKillianów czy Felix, Net i Nika oraz Trzecia kuzynka. Czytając je miałam wręcz wrażenie, że jedynym, co w tym wypadku odróżnia literaturę młodzieżową od tej dorosłej są niezbyt licznie występujące przekleństwa czy opis intymnych scen bohaterów. Mgła była więc dokładnie tym, na co miałam nadzieję, wzbudzając we mnie to charakterystyczne uczucie po przeczytaniu czy obejrzeniu dobrego horroru, a więc strachu przed zgaszeniem światła czy nadmiernym rozglądaniem się w obawie przed ujrzeniem czegoś nienaturalnego. Szczelina z kolei podejmuje bardzo interesujący dla mnie temat, jakim jest teoria światów alternatywnych, wzbudzając we mnie tym większą sympatię ze względu na miejsce akcji – pociąg. Ze względu na moją niekłamaną miłość do kolei wizja pociągu, jako przejścia do innego świata bardzo mi się spodobała. Choć zarówno pociągi jak i światy alternatywne są tematem, który dość często pojawia się w twórczości Rafała Kosika, co możemy wnosić już po podtytule jednego z tomów Felixów – Świat zero. Alternauci.




Z kolei opowiadania takie jak: Za dobre to zrobiliśmy czy Ohyda, zdają się zachętą autora do rozważań nad tym jak daleko jesteśmy się w stanie posunąć w celach zarobkowych oraz czy coraz bardziej natrętny marketing nie zaczyna się stawać zarazem coraz bardziej wątpliwy moralnie. Z ust jednej z bohaterek opowiadania pada zdanie: „Albo wolny rynek ze wszystkimi tego konsekwencjami. Albo komunizm, reglamentacja i opakowania zastępcze. Chcesz czy nie – stoisz po którejś stronie”. Stawia nas to zatem w czysto Edypowej sytuacji – niezależnie od naszego wyboru czy też jego braku okazuje się, że zawsze stoimy po jakiejś stronie barykady, z której żadna może nie być dobra ani nam bliska. Kosik pokazuje również w powyższych opowiadaniach, jak wszystko, cytując film Andrzeja Wajdy, jest na sprzedaż. Wszystko łącznie z ludzkim życiem.

Ciekawostką tomu opowiadań jest zaskakująco często powtarzające się imię Adrian. Na dziesięć opowiadań bohaterami aż czterech są Adrianowie.

Na zakończenie dodam, że tak jak każdy z tomów Felixa... ma jakieś motto, nawiązujące do tematyki utworu, tak również w Obywatelu udało mi się znaleźć zdanie, które spełniło dla mnie tę funkcję – jakiejś prawdy i zachęty do przemyślenia swojego postępowania. Jest to mianowicie: „Podobno podstawowe pytanie przed każdą decyzją powinno brzmieć: „czy świat będzie potem lepszy?” Z moim idealistycznym światopoglądem mogłabym nieco przeformułować to pytanie, by brzmiało – co zrobić, by świat był potem lepszy? Zdecydowanie jednak powieści, które wzbudzają we mnie tego typu refleksje to książki, które chciałabym czytać częściej.

sobota, 30 lipca 2022

Harry Potter. Made in Poland, część czwarta

Rafał Kosik: „Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności". Powergraph. Warszawa 2007. 

Cykl książek autorstwa Rafała Kosika pt. „Felix, Net i Nika” jest jednym z tych, które przeczą jakoby czytanie nie należało już do rozrywek młodzieży. Polska seria opowiadająca o przygodach trójki warszawskich gimnazjalistów cieszy się w naszym kraju niezwykłą popularnością. Ponadto twórczość Kosika została przełożona na kilka języków obcych, a jeden z tomów cyklu – „Teoretycznie Możliwa Katastrofa” – doczekał się filmowej adaptacji. I choć saga rozrosła się już do czternastu tomów, tym, o którym chciałabym dziś napisać jest czwarta część cyklu., mam do niej bowiem wyjątkowy sentyment, a ze względu na temat rozważań bohaterów, jest mi wyjątkowo bliska.

Częścią, którą chciałabym opisać jest czwarta z kolei w cyklu: „Pułapka Nieśmiertelności”. W tomie tym bohaterowie po przeżyciach minionych wakacji postanawiają jak ognia unikać wszelkich kłopotów. Szybko jednak okazuje się, że kłopoty nie zamierzają unikać gimnazjalistów. Wręczony przyjaciołom list od Ponurego Żniwiarza rozpoczyna serię kłopotów, które lawinowo spadają na czternastolatków. Początkowo starają się oni ignorować grę w którą próbuje ich wciągnąć Żniwiarz, okazuje się jednak przynosić to coraz gorsze skutki. Gimnazjaliści podejmują więc wyzwanie dziwnego nieznajomego, co w praktyce kończy się udziałem w konkursie międzyklasowym, wizytą w upiornym sierocińcu, próbą znalezienia legendarnego skarbu Złotej Kaczki, zwiedzaniem domu nawiedzonego przez dziwne, elektryczne duchy, a ostatecznie poszukiwaniami bazyliszka terroryzującego Warszawiaków w starych kanałach miasta.

Każdy z dziewięciu tomów serii „Felix, Net i Nika” posiada jednozdaniowe motto, w którym zawiera się problematyka danej części , będąc zarazem życiową prawdą. Motywem przewodnim „Pułapki Nieśmiertelności” jest przemijanie, a co się z nim nieuchronnie wiąże – śmierć. Autor stara się przekonać czytelnika, że konieczność zajęcia miejsca starego przez nowe nie jest zła i że jest to element życia, z którym należy się pogodzić.

Niewątpliwą zaletą twórczości Kosika jest mnogość wątków, które początkowo wydają się czytelnikowi nie powiązane ze sobą. W finale powieści okazuję się jednak, że wątki te były niczym elementy układanki, które po ułożeniu świetnie do siebie pasują. Mimo iż zwykle tego typu rozwiązania spotyka się w powieściach detektywistycznych, w serii „Felix, Net i Nika”, balansującej na granicy science-fiction i fantasy, rozwiązanie to idealnie się sprawdza.

Inną cechą, która skłania do przeczytania serii – w tym wypadku głównie młodzież – jest język powieści. Mimo, iż często zdarzają się słowa niemalże naukowe, to ostatecznie nie przeszkadza to w odbiorze serii, która w zdecydowanej większości napisana jest językiem potocznym i współczesnym używanym przez młodych ludzi – pełnym skrótów oraz spolszczeń słów angielskich.

Czwarty tom – podobnie jak pozostałe w serii – pełen jest sytuacji niezwykle komicznych, czasem budzących grozę i potrafiących przestraszyć, ale także refleksyjnych, a niekiedy wręcz wzruszających. Autor umiejętnie przeplata wydarzenia smutne, zabawne czy skłaniające do przemyśleń, nadając każdej z postaci indywidualny i niepowtarzalny charakter oraz osobowość. Szczególnie widoczne jest to w przypadku tytułowych bohaterów – Felixa i Neta, będącymi swoimi przeciwieństwami; Felix opanowany i rozważny, zawsze posiadający plan awaryjny, Net natomiast uczuciowy, kreatywny, dowcipny i nadpobudliwy.

W serii autorstwa Rafała Kosika obecna jest także funkcja moralizatorska. Spełniana jest ona jednak tak jak spełniana być powinna – w sposób nienachalny. Autor nie narzuca czytelnikom „odpowiedniego” sposobu myślenia, a jedynie skłania do refleksji, nad tym jak chcieliby, by wyglądało ich życie oraz co mogą i powinni w tym kierunku robić.

Inną zaletą cyklu „Felix, Net i Nika” są oryginalne, przyciągające uwagę ilustracje będące twórczością autora powieści. Przedstawiają one na ogół trójkę głównych bohaterów, a w tle przedmioty lub pejzaże nawiązujące w jakiś sposób do tematyki danego tomu.

W każdym kolejnym tomie Rafała Kosika obecne jest to samo, groteskowe ukazanie rzeczywistości polskiej oraz niektórych warstw społecznych: nauczycieli, uczniów, naukowców. Przykładem takiego karykaturalnego ukazania postaci jest dyrektor gimnazjum, do którego uczęszczają Felix, Net i Nika. Jest to mężczyzna około pięćdziesiątki, starający się być wyrozumiały dla uczniów swojej szkoły, a zarazem mający być tym, który karze ich za największe przewinienia; będący wyraźnie opóźniony w stosunku do najnowszej technologii, lecz próbujący to heroicznie ukryć, czego rezultatem są sytuacje komiczne.

Inną taką postacią jest nauczyciel informatyki w gimnazjum im. Kuszmińskiego. Jest to człowiek niekompetentny, a zarazem przekonany o własnej doskonałości i wszechwiedzy, w praktyce nie potrafiący nawet zabezpieczyć systemu szkolnego przed włamaniem czternastolatka.

Podsumowując seria autorstwa Rafała Kosika zrobiła na mnie wyjątkowo – mimo wszelkich nad wyraz dokładnych opisów technicznych – dobre wrażenie. Częste wracanie do zagadnień informatycznych i technologicznych, autor wynagradza czytelnikom w postaci zabawnych, a jednocześnie życiowych i wiarygodnych dialogów, licznych nagłych zwrotów akcji, oraz karykaturalnego przedstawienia rzeczywistości – głównie tej szkolnej. Twórczość Rafała Kosika należy do tego typu książek, które czytelnik chce koniecznie przeczytać jak najszybciej, aby czym prędzej poznać zakończenie powieści, żałując później, że historia skończyła się tak szybko.

Pragnę gorąco polecić tego autora każdemu będącemu fanem słowa pisanego- bez względu na płeć, wiek, upodobania literackie, narodowość czy zainteresowania. „Felix, Net i Nika” należy do tego typu powieści, które spodobają się każdemu bez względu na tego typu nieistotne detale.


Kto się bawi na balu wszystkich świętych?

  Bal wszystkich świętych – przebój Budki Suflera z płyty o tym samym tytule, wydanej 19 maja 2000 roku, a który we mnie, jako pięcio...