środa, 14 września 2022

Duma i uprzedzenie XXI wieku

Helen Fielding: Dziennik Bridget Jones". Przeł. Joanna Szczepańska. Zysk i S-ka Wydawnictwo. Poznań 2014


W czasach popularności Dziennika Bridget Jones na całym świecie zapanowała moda na naśladowanie Helen Fielding. Trend ten nie ominął oczywiście Polski, w której polski wydawca powieści ogłosił konkurs na „Dziennik polskiej Bridget Jones”, w którym nagroda wynosiła 15 tys. złotych. Spośród nadesłanych utworów, nazywanych Bridgetkami, za najlepszą uznano opowieść Katarzyny Grocholi – Nigdy w życiu. Ową zwyciężczynię było mi dane przeczytać, kiedy byłam na studiach polonistycznych, znajdowała się ona bowiem w kanonie lektur literatury popularnej tzw. kobiecej. Smutne wydaje się w tym aspekcie, że główna bohaterka – bardziej nieporadna życiowo od własnej, nastoletniej córki – miałaby być rzekomą przedstawicielką kobiet, tą, z którą miałybyśmy się utożsamiać. Ale ja, prawdę mówiąc, nie chciałabym się utożsamiać ani z Judytą Grocholi ani z Bridget Fielding.

W przypadku rodzimej „produkcji” dodatkowym kłopotem przy czytaniu jest rażące oderwanie realiów książki od tych, które rzekomo opisuje. Bo oto Judyta kupuje sobie działkę na wsi za 20 tys. złotych. A i to po podniesieniu ceny właścicielki, która początkowo liczyła na zysk 10 tys. złotych, co jest absurdem dowodzącym, że Katarzyna Grochola raczej nie interesowała się cenami działek w Polsce.

Wrócę jednak do głównego tematu – a więc Dziennika Bridget Jones. Tutaj oczywiście nie ocenię realiów, gdyż nigdy w Wielkiej Brytanii nie mieszkałam. Co jednak można powiedzieć o samej bohaterce? Kobiety słyną z niezdecydowania, które zwykle jest powodem cierpienia ich chłopaków, mężów, kochanków, braci czy ojców. Niezdecydowanie Bridget osiągnęło jednak tak wysoki poziom, że męczyło nawet mnie. Przykład:


22 sierpnia, wtorek ()

Nie chcę zostać sama w Londynie. Shazzer jedzie do Edynburga na festiwal, podobnie jak Tom i wiele osób z wydawnictwa. Chciałabym też pojechać, ale nie jestem pewna, czy mnie na to stać, i boję się, że spotkam tam Daniela.

23 sierpnia, środa ()

Zdecydowanie jadę do Edynburga. Daniel ma pracować w Londynie, więc nie grozi mi wpadnięcie na niego na Królewskiej Mili. To dobry pomysł, żeby wyjechać, zamiast się zadręczać i czekać na list z Good Afternoon!

24 sierpnia, czwartek

Zostaję w Londynie. Zawsze myślę, że będę się w Edynburgu dobrze bawić, a potem udaje mi się dostać tylko na występy mimów. (…)

25 sierpnia, piątek 7 wieczorem.

Jadę do Edynburga. Dziś Perpetua powiedziała: - Bridget, wybacz, że zawiadamiam cię w ostatniej chwili, ale dopiero teraz przyszło mi to do głowy. Wynajęłam mieszkanie w Edynburgu i byłoby mi bardzo przyjemnie, gdybyś chciała się w nim zatrzymać. (…)

10 wieczorem.

Zadzwoniłam do Perpetuy i powiedziałam jej, że nie jadę. To bez sensu. Nie stać mnie na wyjazd. 26 sierpnia, sobota 8.30 rano.

Przede mną spokojny, zdrowy weekend w domu. Cudownie. Może wreszcie skończę Drogę bez dna.

9.00.

O Boże, jestem taka przygnębiona. Wszyscy oprócz mnie pojechali do Edynburga.

9.15.

Ciekawe, czy Perpetua już wyjechała?

Północ.

Edynburg.”



Bohaterka robi czasem rzeczy tak głupie, że możemy się zastanawiać czy to aby na pewno dorosła, dojrzała kobieta. Choć tutaj problemem jest chyba kumulacja tychże dziwnych przygód, dopóki takie doświadczenie zdarzy się raz na jakiś czas możemy je uznać za normalne, jednak gdy coś takie dzieje się komuś codziennie jest to już nieco dziwne. Bridget jednak przytrafiają się jednak takie rzeczy zdecydowanie zbyt często. Bo oto umawia się na randkę z mężczyzną swoich marzeń, po czym spóźnia się na nią pół godziny, a przez szum suszarki do włosów nie otwiera mu drzwi

Prócz zatrważającej nieporadności życiowej, braku jakiejkolwiek organizacji czy punktualności bohaterka ma również oczywiście wiele zalet. Jest bardzo lojalna wobec przyjaciół, ma spory dystans do siebie i swoich wpadek i z godną podziwu cierpliwością znosi pytania kolejnych krewnych o to, kiedy w końcu będą mogli bawić się na jej weselu. Bridget nie wstydzi się również przyznać do swoich upodobań, nawet jeśli mogą być one w sprzeczności z gustami większości rozmówców – jak w przypadku mowy obronnej bohaterki programu Randka w ciemno.

Sama powieść – jak można wywnioskować z tytułu – została napisana w formie dziennika, którego narratorką jest główna bohaterka. Dzięki temu możemy poznać wszystkie myśli odczucia czy ogólny stan samopoczucia Bridget (np. po ortografii i literówkach możemy ocenić ile alkoholu wypiła). W ten sposób tracimy możliwość obiektywnej oceny wydarzeń i powieści, jednak – coś za coś.

Sytuacji zabawnych jest w utworze Helen Fielding kilka. Porównując jednak powieść do adaptacji wydaję mi się ona nieco mniej komediowa – być może dlatego, że w filmie nie słyszymy myśli zażenowanej kolejną wpadką Bridget, w związku z czym możemy się z nich śmiać bez żadnych wyrzutów sumienia. Zjeżdżanie po rurze strażackiej i próba wspięcia się po niej z powrotem jest zabawniejsza, kiedy możemy ją zobaczyć niż tylko ujrzeć oczami wyobraźni. W książce, a więc tzw. pierwowzorze literackim nie ma także mojej ulubionej sceny filmowej, czyli słynnej bójki Hugh Granta z Colinem Firthem czyli Daniela Cleavera i Marka Darcy'ego (zabawny brak zbiegu okoliczności – Colin Firth został wybrany do roli Marka Darcy'ego ze względu na swój udział w ekranizacji Dumy i uprzedzenia, w której zagrał właśnie Darcy'ego.) W powieści pojawia się natomiast wiele scen dramatycznych, jak np. zaginięcie Toma, rozwód rodziców Bridget czy konflikt z prawem jej matki.

Podsumowując, powieść czyta się szybko i raczej przyjemnie, choć zdecydowanie jest to lektura zupełnie niewymagająca i czytana raczej dla relaksu i zabicia czasu.

1 komentarz:

  1. Pamiętam, że mocno (jako singielka) utożsamiałam się z Bridget, kiedy byłam w liceum ^^" Myślę, że czas na odświeżenie książek i filmów :D

    OdpowiedzUsuń

Kto się bawi na balu wszystkich świętych?

  Bal wszystkich świętych – przebój Budki Suflera z płyty o tym samym tytule, wydanej 19 maja 2000 roku, a który we mnie, jako pięcio...